Najnowsze zdjęcia użytkowników

admin
admin
admin
admin

"Najlepsze skrzypce rosną w górach"

Od czasów Stradivariego niewiele się zmieniło, chyba że oświetlenie w pracowni. Na zrobienie skrzypiec potrzeba ok. 350 roboczogodzin, drewno powinno leżakować co najmniej 10 lat, a przepisu na mistrzowski dźwięk i tak nie ma...

- Mniej więcej 300 lat siłujemy się z tym zawodem - mówi Tomasz Madej, budowniczy skrzypiec, który tej niezwykle trudnej sztuki uczył się od swego mistrza lutnictwa Zenobiusza Nowaka jako jego jedyny uczeń. - Od 300 lat nie urodził się lutnik, który chwaliłby się wyłącznie mistrzowskimi instrumentami - mówi pan Tomasz. Przyznaje, że nie z każdego stworzonego przez siebie instrumentu był zadowolony, choć wszystkie „grają”. Chociaż nie, nie wszystkie. Pierwsze skrzypce pana Tomasza leżą w domu, zachowane na pamiątkę, bez szans na koncertowe życie. - Na początku mojej drogi zawodowej wszystko było bardzo trudne, ale i dziś nie jest dużo łatwiej. Lutnik to zarazem stolarz, modelarz, lakiernik, leśnik, fizyk, ale, co ważne, dzięki słynnemu Stradivariemu, przestaliśmy być rzemieślnikami na równi z szewcami i kowalami. Zaliczono nas do artystów, nazwano ludźmi sztuki.

Miesiąc ze skrzypcami

Sposób pracy dzisiejszego lutnika nie różni się w zasadzie od technik opracowanych przez Stradivariego, skądinąd sławnego głównie za przyczyną swojej bogatej klienteli, arystokracji, która zamawiała jego bardzo drogie instrumenty. - On pracował przy świecach, my przy oświetleniu elektrycznym, reszta jest identyczna - mówi półżartem pan Tomasz. Czas, jaki trzeba poświęcić na budowę skrzypiec, faktycznie nie zmienił się przez wieki. Powstają około miesiąca, ale od ukończenia ich w surowym stanie do pierwszego dźwięku mija kolejny miesiąc.

- Zbudowałem w swoim życiu około 40-50 instrumentów. To, moim zdaniem, jeszcze za mało, żeby rozpocząć pracę z uczniem, wciąż się uczę, dążę do ideału. Bardzo przywiązuję się do moich instrumentów - wyznaje lutnik.

- Myślę o nich także po pracy, wymagają wielkiego skupienia. Pewnie dzięki temu zaangażowaniu jestem w stanie po latach rozpoznać swoje dzieło. W środku pudła wkleja się co prawda karteczkę z datą powstania instrumentu i nazwiskiem jego twórcy, ale jeśli metka zniknie, ja i tak widzę swoją rękę. Nie ma dwóch identycznych instrumentów robionych ręcznie...

„Zgrane” drewno

Z warsztatu lutnika na salę koncertową droga jest bardzo daleka. Ktoś wyliczył, że mierzy aż 350 roboczogodzin. Melomani pewnie rzadko w miejscu rzędu skrzypiec wyobrażają sobie surowe drewniane kliny, z których lutnik dopiero wydobędzie dźwięk albo, idąc jeszcze dalej, świerkowy las na tle górskiego krajobrazu, bo w górach podobno rosną najlepsze skrzypce.

Sekret tkwi w rodzaju i właściwościach materiału. Musi być bez skazy. - Szukamy drewna jak najbardziej brzmiącego, tzw. drewna rezonansowego, określenie to wynika z ogólnej klasyfikacji drewna (najniższy poziom pnia: opałowe, wyższy: stolarskie, kolejny: meblowe) - wyjaśnia specjalista. - Drewno rezonansowe zajmuje szczyt rośliny, a najlepsze z punktu widzenia lutnika świerki rosną na ubogiej glebie, wysoko w górach. Ważne, by ich przyrosty roczne były możliwie jak najmniejsze. Mówimy wtedy, że taki świerk jest gęsty - tłumaczy Tomasz Madej.

Eksperci idą jeszcze dalej. Dawid Kaczmarek wyjaśnia w „Kurierze Drzewnym”, że „Drewno rezonansowe jest drewnem równosłoistym praktycznie bez wad. Szerokość usłojenia u gatunków iglastych powinno się mieścić w granicy od 0,5 do 4 mm, natomiast w drewnie liściastym powyżej 4 mm. Ten rodzaj drewna znalazł szerokie zastosowanie w produkcji instrumentów muzycznych. Powodem takiej selekcji drewna jest fakt doskonałego wzmacniania dźwięku strun instrumentów.”

Wróćmy do lasu. Na ścięcie wybranego egzemplarza drwale mają tylko jeden dzień w roku, tuż po pierwszych przymrozkach, gdy drzewo ściągnie soki. Świerk (z którego robi się przednią ściankę skrzypiec) powinien schnąć przez około dziesięć lat, jawor (na tylną płytę, boczki i szyjkę instrumentu) leżakuje krócej, bo „tylko” siedem lat.

Pierwszy w rodzie

Współczesny lutnik nie musi już biegać po lesie w poszukiwaniu idealnej materii. Może skorzystać z usług specjalistycznych firm oferujących odpowiednio przesuszone kliny, bo skrzypce buduje się właśnie z klepek o szerokości ok. 12 cm i długości 40 cm (przypominają wycinki pizzy albo tortu), chyba, że lutnik ma możliwość skorzystania z wiedzy i z zapasów drewna przodków.

Pan Tomasz toruje sobie drogę sam, bo jest lutnikiem w pierwszym pokoleniu. Z wykształcenia kontrabasista po bydgoskiej

Akademii Muzycznej, który pewnego dnia spotkał na swojej drodze mistrza i zakochał się w lutnictwie.

 

Fakty

Skrzypce w dobrym tonie

 

- Lutnicy, szukając idealnego brzmienia instrumentu, eksperymentowali z jego wymiarami, materiałami, np. do dziś posądza się Stradivariego, iż cała tajemnica jego instrumentów tkwi w składnikach lakieru.

 

- Smyczek to sprężysty pręt, najlepiej z drewna fernambukowego, na który naciąga się włosie (np. z końskiego ogona). Z jednej strony włosie jest umieszczone w główce smyczka (szpic), a u dołu - w żabce (zwykle drewniana, wykonana z hebanu lub z innego twardego drewna, ale może być plastikowa czy z kości słoniowej). Na końcu żabki znajduje się śrubka, która służy do naciągnięcia włosia.

 

- W dawnej Europie skrzypce uważane były za instrument nienadający się dla młodych kobiet, zwłaszcza z tzw. dobrych domów. Miały deformować sylwetkę, groziły szpecącym znamieniem na podbródku, a z łopotania obszernych rękawów sukni skrzypaczek naśmiewano się w prasie. Około 1900 r. magazyny kobiece zapewniały matki, iż gra na skrzypcach nie narusza zasad dobrego tonu. (Źródło: Wikipedia)

 

Żródło: http://magazyn.7dni.pl/315350,Najlepsze-skrzypce-rosna-w-gorach.html